Konsultacje Komisji Europejskiej w sprawie ochrony inwestorów w TTIP, czyli traktacie handlowym EU-USA

Polska powinna popierać zapisy o ochronie inwestorów negocjowane przez Komisję Europejską w umowie o wolnym handlu z USA (tzw. traktat TTIP), gdyż będą one dla nas korzystniejsze od zapisów obecnej umowy bilateralnej - to główny argument przedstawicieli Ministerstwa Gospodarki reprezentujących Polskę w organach Rady UE oraz negocjatorów z Komisji Europejskiej, przedstawiony podczas spotkania konsultacyjnego w siedzibie przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Warszawie w czwartek, 16 maja 2014 r.

Czy jednak powinno nam wystarczyć, że "będzie lepiej", czy też raczej warto twardo wymagać, aby było po prostu dobrze i sprawiedliwie? Odpowiedź na to pytanie określa stanowiska różnych środowisk wobec proponowanego traktatu.

Szersze omówienie warto zacząć od szczegółów protokolarnych. Gospodarzem spotkania był dyrektor departamentu polityki handlowej Ministerstwa Gospodarki Mieczysław Nogaj, obecna była także pani Ewa Synowiec, dyrektor przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce. Zdalnie, w formie telekonferencji, uczestniczyli negocjatorzy reprezentujący Unię Europejską w pracach nad traktatem. Spotkanie teoretycznie było otwarte dla wszystkich chętnych, imiennie zapraszano osoby wypowiadające się na temat podczas poprzednich spotkań, jednak bez przedstawicieli prasy. Zaproszenie przyjęło 11 przedstawicieli organizacji pozarządowych.

Jescze trochę kolorytu - procedura wejścia do gmachu wzmacnia poczucie dopuszczenia do ucha najwyższego organu wykonawczego Europy - otwarcie drzwi windy wymaga użycia elektronicznego identyfikatora funkcjonariusza ochrony, podobnie jak wybranie właściwego piętra jako celu podróży. Po wyjściu z windy potężne drzwi opatrzone są instrukcją, że niemożliwe jest otwarcie ich równocześnie z następnymi. Instrukcja ta skądinąd wydaje się zbędna, gdyż drzwi te może otworzyć tylko kolejny funcjonariusz, nadzorujący tę śluzę spoza pancernej szyby.

Dyrektor Nogaj rozpoczął od przypomnienia, że kraje Unii Europejskiej są obecnie stronami ponad 1200 umów o ochronie inwestycji przewidujących procedury arbitrażowe podobne do proponowanych w TTIP, przy czym podobnie jak na poprzednim spotkaniu nie przedstawiono nam żadnych konkrentnych proponowanych zapisów. Podczas całego spotkania nie podano też żadnej oficjalnej informacji o aktualnej skali inwestycji z USA w Polsce lub w całej Europie oraz o skali polskich lub europejskich inwestycji w USA.

Obecni byli zgodni, że znane opinii publiczej dotychczasowe doświadczenia Polski z arbitrażem w sporach z inwestorami nie są zachęcające. Przedstawiciele rządu wskazali, że znane sprawy to tylko niewielki wycinek dorobku tych sądów, co jednak nie uspokoiło gości. Przedstawiciele Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową zwrócili uwagę, że znaczna część spraw kończy ugodą, zgodnie z którą strony nie tylko nie mogą informować treści tej umowy, ale nawet o fakcie jej zawarcia. Prowadzi to do narastania zobowiązań publicznych nie znanych wyborcom, którzy wybrali przyjmujące te zobowiązania władze. Prowadzi to także do narastania nieznanego publicznie orzecznistwa, które nie podlega publicznie analizie i krytyce oraz nie tworzy podstaw do budowy spójnej linii orzeczniczej. Istotnie odróżnia to arbitraż od Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, którego orzecznictwo jest jawne i stanowi wytyczną dla sądów krajowych.

Osobny wątek dyskusji dotyczył sposobu wyboru arbitrów, którzy powoływani są przez izby handlowe i wzorem specjalizowanych sądów patentowych w naturalny sposób lepiej rozumieją interesy środowisk, z którymi stale się stykają, a więc inwestorów, niż reprezentowanych przez rządy szerokich rzesz obywateli.

Trudno też zrozumieć, dlaczego akurat inwestorzy mają zostać uprzywilejowani przez umożliwienie im korzystania ze specjalizowanego systemu sądowego. Negocjowany traktat handlowy będzie wpływał na życie każdego obywatela Unii jako producenta, pracownika, konsumenta, importera, twórcy lub odbiorcy dzieł kultury itp. W każdej z tych ról w razie naruszenia naszych interesów lub praw będziemy musieli prosić nasz rząd, aby w naszym imieniu poprosił partnera tej umowy o właściwe jej wykonywanie, praktycznie bez możliwości rozstrzygnięcia sporu przez niezależny sąd. Ten przywilej uzyskają jedynie wielcy inwestorzy, których stać będzie na pokrycie szacowanych na ponad 10 mln dolarów kosztów prowadzenia sprawy przez arbitrażem, zwłaszcza wobec proponowanej przez Komisję zasady, że strona przegrywająca ma pokryć pełne koszty sporu poniesione przez obie strony. Praktycznie wyklucza to możliwość skorzystania z arbitrażu przez małe i średnie przedsiębiorstwa.

Negocjatorzy z Brukseli poinformowali, że Komisja w celu uchronienia się przed nadużywaniem przez inwestorów tej procedury zamierza precyzyjnie zawęzić podstawy do ewentualnych roszczeń, odchodząc od ogólnych sformułować typu "pośrednie wywłaszczenie". Nie przekonało to gości, gdyż doświadczenie prawnicze uczy, że każda próba szczegółowego wyliczenia mogących być podstawą do roszczeń sytuacji tylko ułatwia prawniczą inwencję w zakresie wynajdywania luk w takim szczegółowym opisie.

Jedynym zdecydowanym zwolennikiem włączenia do traktatu zapisów dotyczących szczególnej ochrony inwestorów był adwokat, który zgodnie z jego deklaracjami reprezentował w sporach przed tymi sądami zarówno polski rząd, jak i inwestorów.