Jednolity patent do Trybunału

Jednolity patent do Trybunału
Józef Halbersztadt
Gazeta Wyborcza, 14.02.2013

Polska nie powinna przystępować do porozumienia patentowego. Co więcej, Polska powinna zaskarżyć porozumienie do Trybunału Sprawiedliwości, bo narusza ono prawo europejskie, a Europejski Urząd Patentowy działa poza wszelką kontrolą Unii.

W systemie Piano

Unia Europejska krytykowana jest za deficyt demokracji. Największe wpływy w Brukseli mają niewybieralni i działający często nietransparentnie urzędnicy Komisji i Rady UE. Europejski system patentowy jeszcze bardziej jest pozbawiony kontroli sprawowanej w imieniu i na rzecz obywateli. Jego centralną instytucją jest Europejski Urząd Patentowy (EPO). Jest to agencja powstała w wyniku odrębnej Europejskiej Konwencji Patentowej. Nie ma ona powiązania z UE, a za to ma samodzielny budżet i działa całkiem komercyjnie. Na przykład, jeśli wypracuje nadwyżkę budżetową, to przeznacza ją na inwestycje lub premie.

Patenty bez granic

Dotychczas patenty EPO podlegały jurysdykcji państw członkowskich. Tak jak krajowe patenty mogły być unieważniane przez narodowe urzędy patentowe i sądy. Wprowadzany system patentu jednolitego uwalnia patenty EPO od tych istotnych zależności i ograniczeń, zastępując je całkiem iluzorycznymi. W państwach UE porozumienia patenty EPO będą obowiązywać całkiem automatycznie, przy czym także UE nie ma żadnego wpływu na ten proces. Uprawnienia powstałe poza Unią stają się uprawnieniami nadanymi przez nią, lecz żaden organ UE w żaden sposób ich dodatkowo nie zatwierdzi. Nie będzie żadnych kompetencji nadzorczych dla Trybunału Sprawiedliwości UE. Unia stworzyła wyłącznie mechanizm automatycznego zatwierdzania powstałych poza nią specjalnych uprawnień, bo tym są prawa patentowe.

EPO działa w oderwaniu od trójpodziału władzy. Nie ma nad nim nadzoru wybieralnej władzy politycznej, nie ma odwołań od decyzji administracyjnej do sądu. Podobnie skonstruowano scentralizowany sąd patentowy, zastępujący w sporach patentowych dotychczasowe sądownictwo narodowe, na co w wyniku uporczywej presji zgodziły się główne siły Parlamentu Europejskiego. Wprawdzie frakcja Zielonych zgłosiła poprawki włączające istotne części Europejskiej Konwencji Patentowej do prawa UE, co dawałoby Trybunałowi i Parlamentowi funkcje nadzorcze. Jednak dyktat rządów i stojących za nimi interesów biznesowych spowodował, że te poprawki odrzucono. Swego czasu PE, przy głównym udziale polskich posłów, nie zgadzał się na rozszerzenie zakresu patentowalności na oprogramowanie i biologiczne formy życia (chodzi m.in. o żywność GMO, ale także manipulowanie organizmami żywymi z innych powodów, np. nowe gatunki bakterii, został opatentowany także nowy gatunek myszy). Ale zgadzając się na przyjęty system, poniekąd odwołał swój ówczesny sprzeciw. EPO od dawna udziela takie patenty bezprawnie, a obecnie nastąpi pełna legitymizacja tego procederu.

Za pomocą patentów jednolitych UE wyprowadza decydowanie o tym, co obejmuje prawo patentowe, akurat do kręgów widzących je w oderwaniu od całości systemu prawnego i do tego życiowo zainteresowanych ekspansją swojej branży. W USA takiej centralizacji dokonano 30 lat temu. Większość skutków jest bezdyskusyjna. Oprócz czterokrotnego inflacyjnego wzrostu liczby patentów poskutkowało to orzecznictwem sądowym sankcjonującym powstanie bańki patentów niskiej jakości oraz towarzyszącym temu olbrzymim wzrostem ilości spraw sądowych i kosztów procesowych. Sytuacja amerykańska jest fatalna w dwójnasób, gdyż mimo powszechnej zgody co do panujących w systemie patentowym dysfunkcjonalności nie ma politycznej siły zdolnej do ich naprawy.

Europejskie naśladownictwo w stworzeniu wydzielonego sądu patentowego, gdy trwająca od lat debata wskazywała na całkiem inne potrzeby działań, to przykład daleko posuniętej ślepoty politycznej, jakim jest powtarzanie w architekturze europejskiego systemu patentowego błędów z USA.

W Polsce niezadowolenie z ułatwionego napływu patentów zagranicznych mogących blokować własną wytwórczość oraz planowane zmniejszenie roli instytucji krajowych, sądów, urzędu patentowego i kancelarii prawniczych przejawia się w domaganiu nieprzystępowania naszego kraju do porozumienia o jednolitych patentach. Dlaczego? Pozostając przy status quo, dzięki barierze językowej będziemy mieli u siebie ograniczoną liczbę zagranicznych patentów, a zachowamy ułatwienia, gdy nasi wynalazcy będą się starali o patent w państwach objętych porozumieniem.

Rząd, który negocjował porozumienie w trakcie polskiej prezydencji i ponosi niemałą odpowiedzialność za jego proponowany kształt, unika nawet jasnego zadeklarowania, że trzeba się z niego wycofać. Lecz odstąpienie od dotychczasowych zamiarów to mało. Sama samodzielność, jaka wynikałaby z wycofania się z porozumienia o jednolitym patencie, prawie na pewno byłaby iluzoryczna. Nawet obecnie, bez wspólnego sądu patentowego, pełnomocnicy światowych koncernów domagają się od polskiego urzędu patentowego udzielenia patentu tylko z powodu tego, że patent na analogiczne zgłoszenie został udzielony w urzędzie europejskim. W przypadku odmowy odwołują się do sądu administracyjnego i ten niekiedy przyznaje im rację. Na razie mamy samodzielność w interpretowaniu porozumień międzynarodowych i własne przepisy wykonawcze. Mimo to są wyroki NSA, w których podważana jest prawomocność powoływania na rozporządzenie polskiego premiera, a jako właściwe wskazuje się wytyczne interpretacyjne prezesa EPO. Dlatego nie wystarczy, że nie przystąpimy do systemu.

Zaskarżmy jednolity patent

Powinniśmy zaskarżyć porozumienie do Trybunału Sprawiedliwości UE jako niezgodne z prawem europejskim. Po tym jak zgodził się na nie Parlament Europejski mogą to zrobić tylko państwa Unii. Polska nie powinna pozbawiać się tej możliwości, a i tak pewnie nie będzie w tym sama. Trybunał już rozpatruje skargi Hiszpanii i Włoch, lecz na razie odnoszą się one do wcześniejszych sytuacji prawnej, gdy zaczęto negocjować porozumienia mimo ich sprzeciwu. Dlatego znacznie lepszym wyborem byłoby nie tylko odstąpienie - śladem Hiszpanii i Włoch - od udziału w porozumieniu o jednolitym systemie patentowym, ale także wystąpienia do Trybunału ze skargą, że sama treść jego ostatecznej wersji narusza prawo europejskie.

Na temat tego, na ile porozumienie jest niekorzystne dla europejskiej innowacyjności i sprzeczne z prawem europejskim, toczy się debata w całej Europie. Można zaczerpnąć z niej argumenty prawne, które będą przekonujące dla Trybunału. Renomowany monachijski instytut prawa własności intelektualnej usystematyzował je w 12 przyczyn, które powodują, że prawo europejskie zostało naruszone. Oto cztery, z których każda mogłaby być powodem do braku zgody Trybunału Sprawiedliwości UE na to porozumienie:

- komplikacja systemu, a przez to niepewne konsekwencje jednolitego skutku,

- nieposłużenie się jako podstawą prawną przepisem traktatowym przewidzianym do tworzenia europejskich praw własności intelektualnej,

- jednostronne sprzyjanie interesom właścicieli patentów kosztem polityki publicznej,

- niezaskarżalność w sądzie decyzji administracyjnych EPO.

Polska już raz zbudowała wokół siebie sieć sympatii, gdy nie dopuściła do zalegalizowania patentów na programy komputerowe nazywane przez EPO "wynalazkami realizowanymi z pomocą komputera". Dzisiaj pomagając całej Europie w naprawie obecnego systemu patentowego, miałaby szansę pomóc sobie bardziej skutecznie, niż dowodząc swej wątpliwej wyjątkowości czy też niedojrzałości do rozwiązań rzekomo właściwych dojrzałym gospodarkom zachodnioeuropejskim. Patenty na "wynalazki realizowane z pomocą komputera" przecież w dalszym ciągu są udzielane przez EPO. W styczniu 2013 r. symboliczne zgłoszenie patentowe Amazona na podwójne kliknięcie, po kolejnym odwołaniu, po raz kolejny zostało uznane za wynalazek. Dlaczego mamy godzić na takie patenty? Rocznie EPO udziela ich tysiące.

Uchylenie porozumienia o patencie jednolitym przez Trybunał Sprawiedliwości pozwoli na powrót do debaty nad prawdziwą reformą europejskiego systemu patentowego. Należy zacząć myśleć, co dobrego zrobić dla innowacyjności, a nie kierować się błędnym przekonaniem, że im więcej patentów w każdej dziedzinie, tym lepiej dla innowacji. Co w konsekwencji oznacza reformę EPO.

Nie należy bronić się za pomocą argumentów w stylu Kalego, któremu ukradli krowę. Nieprawda, że granica między dobrem i złem przebiega między złymi patentami zagranicznymi i dobrymi swojskimi. Istnieje wiedza, która pozwala rozróżniać złe i dobre patenty niezależnie od tego, czy są zagraniczne, czy swojskie. Przyjęty system patentu jednolitego to wynik pracy tych, którzy rozróżnienia na złe i dobre patenty nie rozumieją.

* Józef Halbersztadt od 2004 r. jest członkiem zarządu polskiej sekcji Internet Society, a od grudnia 2011 r. członkiem rządowej Rady Informatyzacji. Z zawodu jest inżynierem automatykiem, absolwentem Politechniki Warszawskiej. Od 1990 r. - ekspert w Urzędzie Patentowym RP. W latach 2004-05 przedstawiciel UP RP i sekretarz międzyresortowego zespołu odpowiedzialnego za przygotowanie stanowiska Polski w sprawie projektu dyrektywy UE o "wynalazkach realizowanych z pomocą komputera".

Wcześniejsza skrócona wersja artykułu (lewica24.pl):
Patent jednolity – jak zwykle chodzi o szczegóły

Przeciwny punkt widzenia (GW 21.01.2013):
Patent to broń obosieczna


Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.

Mam nadzieje, że w Europie

Mam nadzieje, że w Europie nie dojdzie do podobnych patologii jak w USA. Prawda jest taka, że chore prawo patentowe wstrzymuje rozwój i w wypaczony sposób chroni prawa dużych firm.


Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.