Czy patentować oprogramowanie? Najgorętsza dyskusja Europy

J. Halbersztadt, W. Majewski, P. Waglowski, Czy patentować oprogramowanie? Najgorętsza dyskusja Europy [w] J. K. Grabara, J. S. Nowak (red.) Zastosowania i wdrożenia systemów informatycznych, Katowice 2005, str. 19

Polska staje się pełnoprawnym uczestnikiem procesu podejmowania decyzji w Unii Europejskiej. Wdrażaniu norm europejskich musi towarzyszyć udział w unijnych debatach nad ich stanowieniem. Dla społeczeństwa informacyjnego szczególne znaczenie ma dopuszczalność patentowania programów komputerowych. Wzbudziła ona najburzliwsze jak dotąd spory w dziejach Parlamentu Europejskiego. W Polsce pozostała poza polem widzenia szerokiej opinii.

Krótko o patentach

Patenty chronią nowatorskie rozwiązania techniczne stosowane w masowej produkcji przemysłowej. Spór dotyczy zakresu pojęć technika i przemysł. Zgodnie z licząca ponad sto lat tradycją za techniczne uważano wynalazki, wykorzystujące w sposób przewidywalny siły natury, a więc mające materialną postać lub dotyczące materialnego procesu. Przez wykorzystanie przemysłowe rozumiano masową produkcję dóbr materialnych. Programy komputerowe nie mieszczą się w tych pojęciach i przez 40 lat chroniono je wyłącznie prawem autorskim.

Amerykański wynalazek

Choć wielu skłonność do patentowania oprogramowania może się wydawać tradycyjną i dziwną amerykańską przypadłością podobną do noszenia broni, tak nie jest. Gdy komputerami zajmowali się John von Neumann, Norbert Wiener i inni 'ojcowie założyciele' światowej i amerykańskiej informatyki, którzy są przecież znani z tego, że przewidywali wielkie społeczne i gospodarcze znaczenia jakie ona uzyska, nikomu do głowy nie przychodziło że jest to problematyka 'patentowa'. Także wiele lat później, kiedy informatyka stała się działem gospodarki o dużych, w błyskawicznie tempie rosnących przychodach (np. w 1958 roku ponad 100%), IBM w sposób naturalny dyktujący warunki (wówczas ponad 80% rynku komputerów, także w świecie patentowym tradycyjny nr 1) tak 'edukował' oficjalny Washington że o patentowaniu oprogramowania w ogóle nie było mowy. A ściślej mówiąc do lat 80-tych Sąd Najwyższy zdecydowanie odrzucał próby outsiderów by ich potraktować 'po nowemu'. W latach 80-tych sądownictwo dostrzegło problem istnienia wynalazków wspieranych komputerowo, choćby takich jak samochodowy ABS, i sędziowie zaczęli tak rozstrzygać odwołania od decyzji urzędu patentowego by nie dyskryminować tego typu rozwiązań. I właśnie wtedy amerykańska polityka kompletnie nie stanęła na wysokości zadania. Bo zamiast zdefiniować w prawie łącznie z wymaganym sposobem opisu rozwiązania rozróżnienie między patentowanym materialnym wynalazkiem uzupełnionym elementami niematerialnymi (oprogramowaniem), których jednak prawa wyłączne nie obejmują, a niepatentowalnym oprogramowaniem po prostu stosowanym w świecie materialnym pozostawiono to zadanie sądom. A sądy mogły się tylko wypowiadać czy zgłoszenie opisane w sposób przyjęty przez zgłaszającego można uznać za wynalazek w świetle jego definicji ułożonej przez Thomasa Jeffersona dwa wieki temu. Z tych orzeczeń sądów w ciągu dekady powstało kilka 'furtek' z których pierwotnie każda w intencji miała jakiś ABS. Jednak bardzo szybko jako wykorzystywane rozszerzająco narzędzia uzyskały one status uniwersalnych metod przerabiania 'niepatentowalnego' na 'patentowalne'.

W angielskim określenia technology i industry są szersze niż w innych językach europejskich. Obejmują m.in. techniki budowy zaufania lub przemysł rozrywkowy. Pozwoliło to urzędowi patentowemu USA (USPTO) w ciągu ostatnich kilkunastu lat stopniowo rozszerzać zakres patentowania programów. Obecnie udziela ich ponad 20 tysięcy rocznie. Urząd ten obniżając wymogi nakładane na zgłoszenia stał się jedyną dochodową agendą rządową. W tej masie opatentowano między innymi podstawowe funkcjonalne cechy systemów komputerowych, których faktycznymi autorami były osoby inne niż zapisane we wnioskach patentowych. Przykłady to znany każdemu ściągającemu pocztę elektroniczną pasek postępu, okna dialogowe, format plików jpeg, wykorzystanie zewnętrznej aplikacji przez przeglądarkę (plug-in) lub legendarny patent firmy Amazon na klikanie w odsyłacz z ceną.

Patenty te na ogół zdefiniowane są niejasno i bardzo szeroko. Urząd nie wymaga przedstawienia przykładowej działającej realizacji zastrzeganej idei, a więc nieraz zgłaszający sam nie potrafi jej zrealizować. Dopiero gdy ktoś zdoła ją wdrożyć, właściciel patentu występuje z roszczeniami licencyjnymi. W USA wiele firm prawnych specjalizuje się w takich tak zwanych "patentowych łodziach podwodnych". Jedną z takich spraw spraw szerzej pomówił na ramach serwisu VaGla.pl Marek Łazewski.

Głośnym przykładem jest patent 5,838,906 Uniwersytetu Kalifornijskiego oraz firmy Eolas Technologies na wykorzystanie w przeglądarce pomocniczej aplikacji (plug-in) do prezentacji plików multimedialnych. Jego właściciele wygrali proces z firmą Microsoft o pół miliarda dolarów zaległych opłat licencyjnych. Dopiero publiczne echa tej sprawy spowodowały, że odszukano dowody, że opatentowane rozwiązania zostały opisane w literaturze parę lat przed zgłoszeniem wniosku patentowego i 29 października przewodniczący konsorcjum W3C, legendarny wynalazca WWW Tim Berners-Lee zwrócił się do amerykańskiego urzędu patentowego z apelem o jego unieważnienie (nawiasem mówiąc sam Berners-Lee nigdy swej idei nie opatentował). Twierdzi on, że ochrona patentowa tego typu rozwiązań zagraża przyszłości światowej sieci Web, ponieważ obliguje twórców witryn do opłat za korzystanie z zastrzeżonej technologii.

W styczniu 2003 Test Central Inc. uzyskuje patent 6,513,042 dotyczący tworzenia testów oraz udostępniania ich przez internet (making a test and posting the test online... for potential test takers). Każda szkoła powinna więc płacić firmie z Cleveland, która jest gotowa udzielać licencji.

28 października 2003 ostre słowa krytyki pod adresem praktyki przyznawania patentów przez USPTO, szczególnie w dziedzinie informatyki, skierowała inna agenda rządu USA: Federalna Komisja Handlu (FTC), która wydała obszerny raport stwierdzający, że działalność USPTO niszczy konkurencję i blokuje postęp techiczny. Raport wzywa USPTO do korekty procedur, a Kongres do zmian prawnych.

Przeprowadzono wiele badań ekonomicznych skutków patentowania oprogramowania w USA. Żadne nie wykazało wzrostu produktywności, innowacyjności, rozpowszechniania wiedzy lub innych korzyści w skali makroekonomicznej. James Bessen i Robert Hunt z MIT wykazali na podstawie danych statystycznych, że patentowanie oprogramowania powoduje spadek nakładów na badania i rozwój (http://www.researchoninnovation.org/swpat.pdf). Z ich badań wynika, że jest to skutkiem konieczności przesunięcia 25-30% funduszy rozwojowych na finansowanie prac prawno-patentowych. Okazuje się, że 70% patentów należy firm przemysłu przetwórczego, które zatrudniają jedynie 10% programistów, ale za to posiadają tradycję patentowania i liczne działy patentowe. Natomiast typowo informatyczne firmy zatrudniające ponad 40% programistów posiadają jedynie 8% patentów na oprogramowanie. Liczby te nie obejmują IBM, która sama ma 8% takich patentów, czyli tyle samo co wszystkie firmy informatyczne razem wzięte. Bessen i Hunt przedstawiają też koncepcje teoretyczną bazująca na dość skomplikowanych modelach matematycznych a opisujących 'przemysł oprogramowania'. W tym modelu innowacje pojawiają się często, są niewielkie, kumulatywne i tanie. Dowodzą oni, że jeśli te założenia są spełnione, a wszystko na to wskazuje, to prawa patentowe nieuchronnie blokują rozwój.

Michele Boldrin i David K Levine posuwają się dalej, kwestionując model obecny ochrony własności intelektualnej na świecie (http://www.dklevine.com/papers/ip.ch1.pdf oraz http://www.dklevine.com/papers/ip.ch2.pdf).

Europejska tradycja

Zgodnie z ugruntowaną praktyką i międzynarodowymi porozumieniami w większości krajów Europy, w tym w Polsce, nie udziela się patentów na oprogramowanie. Jednak powołany na podstawie Europejskiej Konwencji Patentowej (EPC) Europejski Urząd Patentowy (EPO) wbrew jej duchowi i literze udzielił ponad 30 tysięcy takich patentów, spośród których 70% należy do korporacji pozaueropejskich. Wśród nich są patenty na okna dialogowe (EP0689133), pasek postępu (EP0394160), format plików jpeg (EP0266049) i klikanie w odsyłacz (EP0927945). Opatentowano także sprawdzanie wiedzy uczniów szkołach (EP0664041). 'Wkładem technicznym' tego rozwiązania jest to, że komputer może sprawdzać uczniów 'efektywniej'. W Europie odmiennie niż w USA te wątpliwe prawa patentowe nie są egzekwowalne.

Jak dotąd nieznane są spektakularne sukcesy w dochodzeniu praw wynikających z patentu dającego wyłączność na program komputerowy. To nie znaczy, że nie ma w Europie takich prób. Ale kiedy dysponująca 'patentem edukacyjnym' firma BromCom zażądała 'odszkodowania' od konkurentów, a potem zwróciła się do szkół o płacenie licencji brytyjskie ministerstwo edukacji napisało do szkół by zignorowały te żądania, a potem wystąpiło w Sądzie Najwyższym o unieważnienie patentu. Rozprawa przewidziana jest na luty 2004.

Konwencja EPC zawarta została przed włączeniem ochrony praw własności przemysłowej w zakres działania Unii Europejskiej i nie jest częścią jej systemu prawnego, a Polska do niej jeszcze nie przystąpiła. Komisja Europejska zaproponowała ujednolicenie zasad patentowalności oprogramowania w osobnej dyrektywie, której projekt (PDF) opracowali w znacznym stopniu eksperci stowarzyszenia BSA, skupiającego wielkich amerykańskich producentów oprogramowania. Dyrektywa w kształcie proponowanym przez Komisję prowadziłaby do usankcjonowania praktyki EPO, a przede wszystkim czyniłaby udzielone przez EPO patenty egzekwowalnymi, gdyż sądy krajów członkowskich byłyby zobowiązane do przestrzegania dyrektywy jako prawa europejskiego. Do tej pory sytuacja jest odwrotna. Zgodnie z Konwencją EPC kwestie sporne wynikające z praw patentowych regulowane są przez sądy krajów członkowskich, a EPO jest zobowiązany w swych decyzjach uwzględniać tendencje wynikające z rozstrzygnięć sądów krajowych.

Projekt dyrektywy wzbudził liczne protesty, między innymi Europejskiej Federacji Stowarzyszeń Małych i Średnich Przedsiębiorców (CEAPME), skupiającej ponad pół miliona firm (Stanowisko CEPME w formacie PDF). Pod petycją z apelem do Parlamentu, by nie dopuścił do usankcjonowania praktyki EPO, podpisało się ponad ćwierć miliona Europejczyków. Z podobnym apelem do Parlamentu wystąpiło trzydziestu czołowych europejskich naukowców specjalizujących się w informatyce. Negatywną opinię o inicjatywie Komisji przedstawiła też posiadająca w tych kwestiach traktatowe uprawnienia Rada Gospodarczo-Społeczna Unii Europejskiej, a także przewodniczący rozpatrującej sprawy patentowe Izby Sądu Najwyższego RFN. W rezultacie Parlament Europejski 24 września w pierwszym czytaniu przyjął dyrektywę z poprawkami, które jednoznacznie wykluczają patenty na oprogramowanie, zgodnie z duchem i literą EPC.

W Polsce: stan obecny i prognozy

Polska ustawa Prawo własności przemysłowej z 30 czerwca 2000 roku (Dz.U. z 2001 r. Nr 49, poz. 508 z późniejszymi zmianami, patrz PDF) stanowi, że patenty są udzielane na wynalazki, które są nowe, posiadają poziom wynalazczy i nadają się do przemysłowego stosowania. Wynalazek uważa się za posiadający poziom wynalazczy, jeżeli dla znawcy nie wynika on w sposób oczywisty ze stanu techniki. Nie uważa się za wynalazki odkryć, teorii naukowych i metod matematycznych, programów do maszyn cyfrowych, planów, zasad i metod dotyczących działalności umysłowej lub gospodarczej, gier oraz przedstawienia informacji.

Z wykonawczego rozporządzenia Prezesa Rady Ministrów z dnia 17 września 2001 r. (Dz.U. Nr 102, poz. 1117, patrz PDF) w sprawie dokonywania i rozpatrywania zgłoszeń wynalazków wynika, że 'techniczność' przejawia się wyłącznie w aspekcie materialnym rozwiązania. § 32 (1): Urząd Patentowy . . . nie uznaje przedmiotu zgłoszenia za wynalazek jeżeli . . . nie dotyczy on żadnego tworu materialnego . . . określonego za pomocą cech technicznych odnoszących się do jego budowy . . . ani określonego sposobu technicznego oddziaływania na materię . . .

Stąd różnice w praktyce Urzędu Patentowego RP na tle praktyki EPO, jeśli chodzi o rozumienie zasadniczych dla oceny rozwiązania pojęć, jakimi są: charakter techniczny i wkład techniczny.

Obecnie (kiedyś było inaczej) dla EPO nietechniczne są rozwiązania z dziedzin wymienionych w 'liście negatywnej' - analogicznej jak w polskiej ustawie (Art. 52 (2) EPC) - o ile 'jako takie' należą do tych dziedzin. Dla EPO każdy program działający w komputerze ma 'charakter techniczny'. UPRP nie powinien tak wąsko rozumieć wyłączeń z patentowania skoro rozporządzenie wykonawcze zawiera przytoczone odniesienie materialności. Technika rozumiana w sposób 'materialistyczny' jest sferą działalności człowieka, której bazą teoretyczną są stosowane nauki przyrodnicze wymagające weryfikacji eksperymentalnej. Przez technikę rozumie się posługiwanie się zdatnymi do opanowania siłami przyrody dla osiągnięcia przyczynowo przewidywalnego rezultatu. Natomiast poza sferą techniki pozostają sfery praktycznej działalności ludzkiej, których bazą teoretyczną są takie nauki jak matematyka, lingwistyka, programowanie wymagające wyłącznie weryfikacji logicznej.

Dla EPO prawie każdy użyteczny aspekt programu wystarcza do zidentyfikowania 'wkładu technicznego' i rozwiązanie 'jako całość' staje się 'techniczne'. W UPRP zwykle rozumowanie jest inne. Zgodnie z nim wynalazek jest rozwiązaniem problemu w sferze technicznej. Gdy atrybutami rozwiązania (cechami konstytutywnymi, bez których ono nie istnieje) są zarówno elementy techniczne - natury materialnej, jak i nietechniczne, abstrakcyjno-logiczne, wszystkie one powinny być przedmiotem łącznego zainteresowania. Ale rozwiązanie jest patentowalnym wynalazkiem tylko wtedy, gdy w obszarze technicznym jest przynajmniej jeden nowy nieoczywisty element. Jeśli 'wkład do dotychczasowej wiedzy' leży wyłącznie w obszarze nietechnicznym, rozwiązanie należy uznać za niepatentowalne.

Ze względu na tak rozumiane wymogi i nie przywiązywanie specjalnej wagi do rynku polskiego tylko nieliczne ze wspomnianych 30 tysięcy europejskich wniosków patentowych zostały jednocześnie zgłoszone w Polsce. Spotykały się one zwykle z negatywną decyzją stosującego polskie prawo Urzędu Patentowego RP. Pojedyncze przyznane patenty związane z oprogramowaniem należą do podmiotów zagranicznych. Polscy informatycy na serio traktowali zapisy prawa wykluczające patentowania programów komputerowych i nie występowali o ochronę patentową ani w kraju, ani zagranicą. Polska już za kilka miesięcy przystąpi do Konwencji EPC i Europejskiej Organizacji Patentowej i w coraz większym stopniu zgłoszenia zagraniczne będą rozpatrywane nie w Warszawie, a np. w Monachium. Dlatego też usankcjonowanie patentowalności oprogramowania doprowadziłoby bardzo szybko do monopolizacji krajowego rynku informatycznego przez firmy pozaeuropejskie, praktycznie uniemożliwiając twórczą aktywność rodzimych firm, zwłaszcza niewielkich i nowo powstających.

Różnice w ocenie tych samych zgłoszeń przez EPO i UPRP nie są - co zrozumiałe - łatwo akceptowane przez zainteresowanych. Prawo przewiduje procedury odwoławcze i szereg negatywnych decyzji zostało zaskarżonych do NSA. Wśród tych spornych zgłoszeń są generyczny serwer internetowy IBM WO9718635=EP0861551=PL326670 i kodowanie sygnału na potrzeby DVD Philipsa EP0789910=US5696505=PL319407. Znana wydolność polskiego sądownictwa powoduje, że nie wiadomo kiedy zapadną w tych sprawach ostateczne rozstrzygnięcia.

Nie omija też Polski obecna w krajach członkowskich Europejskiej Organizacji Patentowej, a szczególnie tych które do niej dopiero wstępują tendencja naśladowania decyzji EPO. Stad biorą się niezbyt liczne zaakceptowane w Polsce patenty na oprogramowanie. To że dotyczą programu jest w nich zwykle zamaskowane. W USA, a także Europie ukazały się specjalne publikacje jak skutecznie dokonać tej sztuki, można się również zapisać na odpowiedni kurs. Opisy patentowe będące wynikiem stosowania nabytej w ten sposób wiedzy wywołują rozbawienie lub wściekłość fachowców, nie wyłączając autorów, którzy nie rozpoznają swoich pomysłów. Do tej grupy należy seria zgłoszonych tego samego dnia przez ten sam zespól autorski IBM kilku wariantów komunikacji serwer klient w których jest charakterystyczne, że w kliencie uruchamiane są dwie aplikacje a pamięć podręcznej służy do naprzemiennego przechowywania strumienia danych z każdej aplikacji. W opisach patentowych PL180570=EP0823170=US5754774, PL180619=EP0823171=US5859971, PL180608=EP0823173=US5867661, PL182978=EO0823093=US5878213, nie podano żadnych istotnych dla fachowca informacji o konstrukcji składniowej i strukturze danych (programy są przecież wyłączone), natomiast sprawa jest przedstawiona jakby chodziło o zautomatyzowane przetwarzanie w czasie rzeczywistym sygnałów elektrycznych, czy też o wykorzystanie sprzętu komputerowego do wspomagania urządzeń elektronicznych przeznaczonych do analizowania szybko zachodzących zmian parametrów sygnałów elektrycznych między nadajnikiem (serwerem) i odbiornikiem (klientem).

Patenty takie jak seria IBM są bardziej wynalazkami przemysłu usług prawnych niż przemysłu oprogramowania. Byłoby dużą szkodą gdyby stały się w Polsce nie tylko incydentalne. Nie powinno być powodem żadnej satysfakcji, że wtedy nie tylko zagraniczne, ale także krajowe zgłoszenia byłyby rozpatrywane zgodnie z aktualną praktyka EPO. Bo mamy już takie polskie zgłoszenia 'wynalazków edukacyjnych' analogicznych do tego co brytyjskie władze rządowe starają się unieważnić by szkoły nie musiały płacić licencji. Przykładem jest zgłoszona w grudniu 2000 metoda zdalnego uczenia języków obcych przy pomocy środków technicznych, szczególnie przez telewizję PL344281.

Argumenty stron

Zwolennicy rozszerzenia zakresu ochrony patentowej powołują się na konieczność ochrony inwestycji w innowacje techniczne. Przeciwnicy wskazują, że w odróżnieniu od na przykład przemysłu farmaceutycznego nowe idee w informatyce dotychczas nie wymagały i nadal nie wymagają wielkich nakładów, a wiele z nich zawdzięczamy aktywności ludzi, których obowiązki zawodowe nie wymagały jej. Należą do nich twórcy internetu Vint Cerf i Jon Postel oraz wspomniany wyżej twórca WWW Tim Berners-Lee. Nigdy nie zamierzali oni patentować swych idei.

Programiści dokonują wielu 'wynalazków' dziennie. Dzieje się to dla tego, że programiści tworzą algorytmy. Jest o wiele prostsze niż zajmowanie się światem, w którym występują obiekty materialnym. Tak jak mniej skomplikowane niż napisanie scenariusza niż jest przeżycie takiego scenariusza w realnym życiu. Dlatego używa się modeli komputerowych by sprawdzić czy koncepcje odnoszące się do rzeczywistości mają sens.

Jak wielokrotnie to przedstawiał Richard Stallman - jeden z najwybitniejszych programistów - podczas programowania elementy się nie łamią, nie trą o siebie, nie wycierają, nie podgrzewają, nie wykrzywiają, ich zachowanie jest w pełni przewidywalne. Żaden inny 'wynalazca' nie działa w tak luksusowych warunkach. Jeżeli programista może w ciągu dnia naruszyć tuziny patentów mogą z tego wynikać tylko dwie konkluzje: (1) ten programista jest geniuszem, (2) te 'wynalazki' są trywialne. Nikt rozsądny nie będzie twierdzić, że większość programistów jest genialna.

Patenty na oprogramowanie poważnie zwiększają ryzyko związane z inwestowaniem w tej dziedzinie, co podczas konferencji w Parlamencie Europejskim "Patenty na oprogramowanie a małe i średnie przedsięborstwa" szczegółowo uzasadniła pani Laure Creighton, doświadczony inwestor.

Wchodzący w skład porozumień GATT-WTO układ TRIPS zobowiązuje sygnatariuszy do niedyskryminowania zagranicznych zgłoszeń i do określenia pojęcia rozwiązania technicznego (art.27), jednak nie rozstrzyga, czy program komputerowy jest rozwiązaniem technicznym, co podkreślają w studium (PDF) dla Parlamentu Europejskiego Reinier B. Bakels i P. Bernt Hugenholtz. W świetle tego traktatu sprawa pozostaje w jurysdykcji poszczególnych państw.

Przeciwnicy patentów sądzą, że uprawnienia wynikające z patentów na oprogramowanie często kłócą się z prawami autorskimi twórców oprogramowania i stają się narzędziem ich dyskryminacji. Szeroko zakrojony (nazbyt ogólnie opisany) patent może zniweczyć pracę autorów wielu rozwiązań, uniemożliwiając im publikację swych dzieł lub zmuszając ich do wprowadzania do nich bardzo głębokich zmian.

Z kolei zwolennicy rozszerzenia zakresu ochrony patentowej agrumentują, że pojęcie 'wkładu technicznego' trudno jest zdefiniować i w związku z tym najlepiej jest zrezygnować z tego wymagania. Oparty na tym założeniu projekt dyrektywy w formie proponowanej przez Komisję Europejską prowadzą do jednak niekonsekwencji wewnątrz systemu patentowego, pozwalając patentować wszystko i znosząc wszelką ochronę prawną przed nadużyciami. Natomiast poprawki Parlamentu Europejskiego pokazują, że możliwe jest precyzyjne i zgodne z europejską tradycją prawną zdefiniowanie pojęcia rozwiązania technicznego.

Wielcy a mniejsi

Zarysowany w tej sprawie tak ostra rozbieżność opinii nie nakłada się na tradycyjne podziały narodowe i partyjne. Wyjątkiem są Brytyjczycy, których prawie wszyscy Eurodeputowani byli za zalegalizowaniem działalności EPO i Zieloni bez zdecydowania, których nie udałoby się nakłonić 70% Parlamentu do głosowania wbrew zaleceniom Komisji i 'większości ekonomicznej'. Podzielone są zarówno głosy europejskich socjalistów, jak i liberałów. Poza podziałem na 'starych' i 'młodych' w którym co ostatni są w naturalny sposób otwarci na rzeczywiste potrzeby informatyki, wyraźnie rysuje się tylko jeden podział: wspomnieliśmy już, że małe i średnie firmy zgodnie sprzeciwiają się patentom na oprogramowanie. Natomiast wielcy dostrzegli szansę na trwałą ochronę się przed konkurencją. 26 sierpnia 10 stowarzyszeń międzynarodowych koncernów, w tym zrzeszającą giganty informatyczne EICTA, wspólnie zadeklarowały poparcie dla dyrektywy w wersji proponowanej przez Komisję Europejską oraz:

1. pełne poparcie dla praktyki EPO;
2. brak poparcia dla ograniczeń w patentowaniu formatów danych; otwartość standardów wymiany danych zapewnić może prawo o ochronie konkurencji;
3. brak poparcia dla prawnej ochrony wolnego oprogramowania przed roszczeniami patentowymi;
4. brak poparcia dla wszelkich paneuropejskich ograniczeń swobody przyznawania patentów przez urzędy patentowe wedle własnego uznania.

Ekonomiczne skutki patentów

Ostateczną decyzję co do ważności patentu i jego naruszenia podejmuje sąd. Obowiązkiem przedsiębiorcy jest upewnienie się, że nie narusza on żadnego z setek tysięcy patentów, a więc każda firma powinna zatrudniać rzecznika patentowego! Trudno się dziwić, że korporacje rzeczników patentowych są głównymi zwolennikami rozszerzania zakresu patentów bez definiwania klarownych reguł. Wielkie korporacje redukują te koszty zawierając ogólne umowy o wzajemnym udostępnianiu patentów, jednak firmy małe i średnie nie dysponują portfelami patentów i skazane są na niepewność, czy i kiedy ktoś zażąda od nich wysokich opłat licencyjnych. Koszt własnych badań patentowych, ubezpieczenia od takich roszczeń lub prowadzenia procesu wyklucza dla nich możliwości obrony nawet przed oczywiście bezpodstawnymi roszczeniami.

Produkując urządzenia techniczne łatwiej sprawdzić, czy jakiś ich fizyczny element nie jest chroniony patentem. Zwykle można też zbudować urządzenie spełniające to samo zadanie w inny sposób. Patenty na oprogramowanie są jednak zazwyczaj tak ogólnikowe, że ich obejście jest matematycznie niemożliwe.

Porozumienie TRIPS wymaga, aby ochrona patentowa trwała 20 lat (przypomnijmy, że Polska uzyskała dostęp do światowego Internetu zaledwie 12 lat temu). W informatyce to kilka epok. Skoro więc prawnie niemożliwe jest ustalenie okresu ochrony dostowanego do typowego czasu życia nowości w tej dziedzinie (dla przykładu Jeff Bezos z Amazon.com proponował 3-5 lat), to lepiej jest nie tworzyć mechanizmów, rozciągających ochronę na okres wielokrotnie dłuższy niż czas życia typowego rozwiązania.

Prawo czy przywilej?

Temperaturę dyskusji podnosi jej aspekt filozoficzny. Wielkie międzynarodowe korporacje i ich prawnicy mówią zwykle o 'prawach własności intelektualnej'. Przedstawiciele nauki i zwolennicy wolności rozwoju technicznego wolą mówić o 'przywilejach twórców', udzielanych w nagrodę za rzeczywisty wkład w postęp wiedzy i w zamian za jego publiczne udotępnienie. Z ich punktu widzenia chronienie prawem autorskim lub patentowym prac, które nie zostały wdrożone i upowszechnione lub też nigdy nie stają się publicznie dostępne jest nieuzasadnionym ograniczeniem wolności twórczej.

Ta akademicka dyskusja nabrała ostatnio praktycznego wymiaru. Ruch społeczny twórców wolnego i otwartego oprogramowania, dzięki swobodnej wymianie myśli, tworzy oprogramowanie lepsze, bezpieczniejsze i szybciej rozwijające się niż nawet największe koncerny. Ich niezdolność do konkurowania ze społecznikami prowadzi do prób zakazania społecznej aktywności środkami prawnymi. Patenty na oprogramowanie stają się narzędziem: oczywiście ochotników nie stać na zgłaszanie 15 absurdalnych patentów dziennie (tyle otrzymała ich firma Microsoft 28 października 2003) i na wytaczanie procesów dla ich obalenia.

Wolność twórczą wspiera Powszechna Deklaracja Praw Człowieka z 10 grudnia 1948 r., która w art. 27 ust. 1 ustanawia uprawnienie każdej osoby do swobodnego uczestnictwa w życiu kulturalnym wspólnoty, do korzystania ze sztuki oraz do współuczestnictwa w postępie naukowym i płynących z tego postępu korzyściach. Ustęp drugi tego artykułu stwierdza, że każdemu przysługuje uprawnienie do ochrony jego interesów moralnych i majątkowych wynikających z jakiejkolwiek twórczości naukowej, literackiej lub artystycznej, której jest autorem.

Rozwinięciem deklaracji jest art. 15 Międzynarodowego Paktu Praw Gospodarczych, Socjalnych i Kulturalnych z 16.12.1966 r., który przyznaje każde osobie prawo do:

1. uczestnictwa w życiu kulturalnym;
2. korzystania z osiągnięć postępu naukowego i jego zastosowań;
3. korzystania z ochrony interesów moralnych i majątkowych, wynikających w wszelkiej twórczości naukowej, literackiej lub artystycznej, której jest autorem.

Pakt zobowiązuje też strony do poszanowania wolności niezbędnej do prowadzenia badań naukowych i działalności twórczej (art. 15 ust. 3). patrz I. Mizura, K. Gienas, Wolność twórczości artystycznej i badań naukowych oraz wolność korzystania z dóbr kultury w kontekście internetu

Prawo chroniące patenty trywialne i metody biznesowe byłoby jawnie sprzeczne ze strategią europejską eEurope 2005 - An Information Society for All, zgodnie z którą w Unii zdalne nauczanie przez Internet ma się stać powszechne. Patent taki jak firmy Test Central, jego brytyjski bliski kuzyn, czy wreszcie nierozpatrzone jeszcze polskie zgłoszenie o zdalnym nauczaniu uniemożliwiają to.

My obywatele Europy możemy być dumni z polityków europejskich, którzy potrafili zrozumieć istotę rzeczy i oprzeć się potężnym interesom, nie ulegając szantażowi i konformizmowi. W wyniku tego jako pierwsi w świecie w formie właściwej dla demokracji, przeprowadzili to co ich Amerykańscy odpowiednicy powinni zrobić już kilkanaście lat temu.

Polscy politycy, którzy dopiero teraz zaczynają uczestniczyć w europejskich procesach decyzyjnych mają szczególne powody by wesprzeć decyzje Parlamentu, bo trudno znaleźć urząd patentowy, którego praktyka byłaby w takim stopniu spełniająca wymogi poprawionej przez Parlament dyrektywy jak Urząd Patentowy RP. Dlatego właśnie oni mają teraz szansę przekonywującego dowodzenia, dlaczego należy odrzucić pojawiające się już próby dezawuowania decyzji Parlamentu jako niekompetentnych. Dobrze byłoby byśmy mogli być dumni także z polskich polityków.

Wśród blisko 300 tys. sygnatariuszy petycji do Parlamentu Europejskiego Polacy stanowią 3%, co daje Polsce dziesiąte miejsce na liście 'aktywności'. Nie jest to zły wynik jak na zasięg polskiego Internetu, rolę informatyki w polskiej rzeczywistości, jej stopień 'microsoftyzacji', społeczną aktywność obywateli. Dobrze by było by polski parlament, partie polityczne, media też się uaktywniły i nie były w europejskim rankingu aktywności niżej niż dziesiąte.

Nasze postulaty

Obecnie Rada Ministrów UE może wybrać jedną z trzech wersji dyrektywy

1. pierwotny projekt Komisji Europejskiej z 20.2.2002, do którego Komisja jest skłonna wprowadzić tylko kosmetyczne zmiany (httphttp://europa.eu.int/comm/internal_market/en/indprop/comp/com02-92en.pdf i Pismo Komisji do Rady Ministrów UE z 6.10.2003 httphttp://register.consilium.eu.int/pdf/en/03/st11/st11503.en03.pdf)

2. skorygowany projekt Komisji Roboczej ds Patentowych Rady Ministrów UE z 8.11.2002 (Pismo COREPERu do Rady Ministrów httphttp://register.consilium.eu.int/pdf/en/02/st14/14017en2.pdf)

3. poprawioną wersję projektu przyjętego przez Parlament Europejski w pierwszym czytaniu 24.9.2003 (pismo Komisji do Rady Ministrów UE z 6.10.2003, aneks)

Polskich przedstawicieli w Radzie Ministrów UE wzywamy do poparcia dyrektywy w wersji uchwalonej przez Parlament Europejski, który do wersji Komisji Europejskiej wprowadził 12 istotnych i słusznych zmian (Komisja w piśmie z 6.10.2003 rekomenduje odrzucenie ich wszystkich poza ostatnią, nie uzasadniając swego stanowiska). Załączona lista skrótowo charakteryzuje te poprawki.

Uważamy, że poparcie Parlamentu Europejskiego w sprawie tak silnie poruszającej europejską opinię, to zarazem wsparcie demokratycznych struktur Unii.

Wzywamy także do udzielenia jednoznacznej politycznej odpowiedzi na pytanie zadane Radzie Ministrów UE 23 października 2003 przez Komisję Roboczą ds. Patentowych: Rada popiera Parlament Europejski i wprowadzone przezeń poprawki, które jednoznacznie wykluczają patenty na oprogramowanie (z Komisją Roboczą wiąże się drugi załącznik).